Strona główna

Moje bose wakacje-historia Julii i Marka


Latem wyjechałem na wakacje nad jezioro, na Suwalszczyznę. Przed pobytem nad jeziorem zostawały długie popołudnia w odległym ludzi miejscu. Czekając aż rodzice będą gotowi zwykle nudziłem się, albo biegałem z psem po drodze. Pewnego nudnego rana moja siostra postanowiła pójść na wzgórze na wycieczkę. Spytała czy z nią pójdę. Zgodziłem się, ale krył się za tym jak później się okazało podstęp.

Otóż Julia oznajmiła, że idziemy boso. Nie mogłem się już wycofać, ale uznałem, że pewnie pójdziemy po jakimś miękkim piasku, bo tylko po takim ja chodzę boso. Tymczasem siostra zaczęła iść po łące, po klującym polu, pełnym roślin i robaków. (Mój komentarz: tam wcale nie było robaków) Już łatwiej było biec niż iść. Gdy w końcu dotarliśmy do pola, udało mi się nakłonić ją na odpoczynek. Stopy chwilę mnie szczypały, ale dziwna sprawa – szybko przestały. Potem poszliśmy drogą. Wracając, gdy szliśmy przez łąkę, moje stopy już tak nie odczuwały klucia. Szybko się przyzwyczaiły, ale i tak szedłem po możliwie najmniej zarośniętym terenie. Po powrocie uznałem, że było fajnie. Parę dni później znowu poszliśmy na bosą wycieczkę.